frankowicze

Prezes UOKiK i Rzecznik Finansowy przeciwko „złotówkowiczom”?

„Problemy frankowiczów mnie nie dotyczą – ja mam kredyt w złotówkach.” Często spotykamy się z takim myśleniem kredytobiorców. Czy jest ono uzasadnione? Okazuje się, że niezupełnie.

Istotne poglądy w sprawie

Debata o sytuacji osób spłacających kredyty we frankach to już niemal chleb powszedni. W toku postępowań, kredytobiorcy zwracają się do Prezesa UOKiK, aby ten zabrał głos w ich sprawie. Liczba tzw. istotnych poglądów wydawanych w tym trybie wzrasta w ostatnim czasie. Podobne stanowiska w odniesieniu do postanowień konkretnych umów wydaje na prośbę kredytobiorców również Rzecznik Finansowy. Sąd rozpoznający daną sprawę oczywiście nie ma obowiązku uwzględnić takich poglądów przy orzekaniu, jednak odbiją się one ostatnio szerokim echem w mediach i Internecie. Podzielenie toku myślenia Rzecznika Finansowego i Prezesa UOKiK może mieć przy tym wpływ nie tylko na sytuację samych zainteresowanych, ale wszystkich kredytobiorców, w tym również spłacających kredyty złotówkowe.

Czy kredytobiorcy są traktowani sprawiedliwie?

Jednocześnie, poglądy Prezesa UOKIK i Rzecznika Finansowego zdają się nie uwzględniać interesów tych kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyty złotówkach. Przez lata ponosili oni wyższe koszty odsetek, w zamian eliminując ryzyko walutowe związane z zaciąganiem zobowiązań we frankach szwajcarskich. Tymczasem kredytobiorcy frankowi dążą do zdjęcia z siebie odpowiedzialności również za to ryzyko. Natomiast oczywistą kwestią jest, iż do tej pory odnoszą oni wymierne korzyści z tego tytułu. Są one związane z niższą, i to o kilka procent w porównaniu z kredytami w PLN, stopą procentową LIBOR (CHF). Analiza przywołanych stanowisk skłania do przekonania o  rażącej nierównowadze, jaką pociągać może za sobą ich podzielenie przez sądy.

„Złotówkowicz” nie ma lekko

Przeanalizujmy problem z punktu widzenia kredytobiorcy, który w 2008 r. zaciągnął kredyt złotówkowy. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie tylko przez lata spłacał on wyższe odsetki, ale obecnie narażony jest na dalszy ich wzrost. Żądania kreowane przez kredytobiorców frankowych są coraz bardziej śmiałe. Sprowadzają się one do przewalutowania ich kredytów na złote polskie, w sytuacjach skrajnych natomiast – do całkowitego zaprzestania ich spłaty.

Takie roszczenia nie pozostają bez wpływu na sytuację makroekonomiczną na rynkach finansowych, czego najlepszym przykładem są Węgry. Tam podobne działania na szczeblu ustawodawczym doprowadziły do stagnacji systemu bankowego, a tym samym do pozbawienia obywateli dostępu do taniego kredytowania. Nie można bowiem zapominać, iż brak stabilności na danym rynku finansowym przekłada się wprost na wzrost stóp procentowych. W sytuacji polskich kredytobiorców oznacza to, że w przyszłości stawka WIBOR, o którą oparte są ich kredyty może zdecydowanie wzrosnąć, przekładając się wprost na wysokość płaconej przez nich raty.

Czy Polsce grozi znaczny wzrost kosztów kredytów?

Wprawdzie ostatnia deklaracja posła Jarosława Kaczyńskiego oddala od nas widmo bezpośredniej interwencji ustawodawczej. Przypomnijmy, że zasugerował on frankowiczom wzięcie spraw w swoje ręce i skierowanie swoich roszczeń do sądu. Nie możemy jednak być pewni tego, czy rząd pod wpływem presji społecznej nie zdecyduje się na nieprzemyślane działania w tym zakresie.